Jarosław Marzec – Kat z CBŚ
3 września 2007 r.Jak podaje Gazeta Wyborcza Nr 204/2007 z dn. 1-2 września Były minister MSWiA sam oskarżony o liczne przestępstwa kryminalne opisał życie i silne lęki byłego szefa CBŚ Jarosława Marca, który pod zarzutami kryminalnymi został usunięty z pracy w policji. Janusz Kaczmarek mówi, że były policjant Jarosław Marzec „jest zdołowany, coś się z nim złego dzieje”, „na spotkaniu z Jarosławem Marcem, ten trząsł się jak galareta, a dopiero po 15 minutach zaczął coś dukać”. Jarosław Marzec żalił się, że „jest zupełnie sam, a na dodatek zdechł mu kot”, „nie ma zupełnie nikogo”. Jarosław Marzec „boi się, że prokuratura postawi mu zarzuty, straci emeryturę i wszystko”. Jarosław Marzec mówiąc o sobie powiedział do Janusza Kaczmarka: „Jestem człowiekiem, który nie ma mieszkania, nie ma nic”. Jak wiadomo, w końcu sierpnia 2007 roku, Jarosław Marzec był jednym z najbardziej poszukiwanych w Polsce podejrzanych o przestępstwa kryminalne. Los widać postanowił odpłacić funkcjonariuszowi CBŚ pięknym za nadobne, a przecież pamiętamy, że Jarosław Marzec w sierpniu 2007 roku dowodził bandyckim, faszystowskim napadem na Ośrodek Bractwa Himawanti w Gdyni, osobiście pilnował torturowania i rabunku mienia Mohana Ryszarda Matuszewskiego. Osoby które udały się w sprawie napadu policyjnego z interwencją do gdańskiej siedziby policji politycznej CBŚ zostały przez Jarosława Marca potraktowane chamsko i brutalnie. Nosił wilk razy kilka, poniesli i wilka.
Jarosław Marzec zastraszał liderów i członków Bractwa Himawanti z Gdyni i Gdańska, załatwiał bezprawne wyrzucenie doktor Hanny Szpilewskiej z pracy w Instytucie Biologii Morza PAN, a w końcu zgodnie z prawem odpłaty los wyrzucił tego gangstera policyjnego z jego zakładu pracy. Jarosław Marzec ukradł z Ośrodka Bractwa Himawanti komputery, pieniądze i przedmioty liturgiczne o sporej wartości, okradł też personalnie lidera tego legalnego, hinduistycznego związku wyznaniowego Mohana Ryszarda Matuszewskiego. Zapytajmy jakie treści przechowywał na swoim prywatnym komputerze Jarosław Marzec, że jak to relacjonuje jego były szef Janusz Kaczmarek, policjant teraz „martwi się, że prokuratura postawi mu zarzuty”. Czy to przypadek, że w tym samym czasie policja i prokuratura zatrzymała do wyjaśnienia aż 48 osób podejrzanych o rozpowszechnianie zdjęć pornograficznych z udziałem dzieci? Na razie nie wiadomo znalezienia czego na swoim komputerze obawia się Jarosław Marzec, ale cokolwiek to jest może być przedmiotem kryminalnych zarzutów. O tym, czy komputer używany prywatnie przez Jarosława Marca z CBŚ jest tym samym, który on ukradł z Ośrodka BZH w Gdyni też jak na razie nie wiadomo. A szkoda. Na razie nic nie wiadomo, z wyjątkiem tego, że właśnie treści takich zarzutów jakie podejrzewamy bywają często przedmiotem utajnienia przez prokuraturę i sądy z uwagi na „dobro oskarżonego lub pokrzywdzonych”.
O tym, że to właśnie policyjny oprawca Jarosław Marzec kazał w sierpniu 2002 roku trzymać Mohana Ryszarda Matuszewskiego w siedzibie CBŚ w Gdańsku przez ponad 9 godzin w pozycji „leżąc na brzuchu z twarzą do ziemi” z rękami skutymi na plecach, na zimnej betonowej posadzce, powszechnie wiadomo, nawet od niezadowolonych z takich gestapowskich metod gdańskich glin – tych z ludzką twarzą. Sikanie było pod siebie, ale nagradzane kopniakami gdzie popadnie, za brudzenie posadzki. Bez prawa wyjścia do toalety. Skargi na zgwałcenie i prawdopodobnie zamordowanie wyznawczyni Bractwa Himawanti, Majki S. z Gdyni przez funkcjonariuszy CBŚ i Jarosława Marca jak dotąd oddalano i umarzano, z powodu nieznalezienia zwłok. Bo była świadkiem napadu CBŚ i usiłowania zabójstwa Mohana Ryszarda Matuszewskiego przez CBŚ z Gdańska. Wiemy zatem, czego się Jarosław Marzec obawia. Tego, że będzie w policji politycznej tak samo męczony i katowany albo zamordowany, bo dobrze wie jak postępuje faszystowska policja polityczna RP w której jeszcze kilka dni temu pracował – jako jej szef i takie rozkazy wydawał. Pięć lat to wcale nie tak długo, z tą Sprawiedliwością, jaką LOS dokonuje na oprawcach i katach Narodu Polskiego, a szczególnie jego mniejszości wyznaniowych. Tym bardziej, jako miłośnicy zwierząt mamy powód do lekkiej satysfakcji, bo KOT Ryszarda Matuszewskiego został także w sierpniu 2002 roku zastrzelony czyli zamordowany przez CBŚ – za to, że żałośnie miauczał za swym panem.
Antyfaszystowska Agencja Informacyjna



